To on przekonał władze Nowego Targu do zawiązania sportowej spółki pod egidą magistratu. To, że górale występują w ekstraklasie do dobra wiadomość dla fanów tego zespołu. Drużyna zbudowana została na kanwie pierwszoligowego składu. Nie oczekujmy jednak od niej cudów, wszak większość to młodzi hokeiści. Ze strony Szarotek, patrząc realnie, nie oczekujemy walki o medale, ale liczymy, że z czasem będą prezentowały się coraz lepiej i nie zakończą pierwszej części rozgrywek z zerowym kontem.
Tymczasem już na „dzień dobry” Nowotarżanie trafili na obrońcę tytułu mistrza Polski, uczestnika Ligi Mistrzów, który rozegrał już pięć razy więcej spotkań niż górale.
To było widać na tafli. Tyszanie nacierali na bramkę Polaka, który zwijał się jak w ukropie. Gdyby nie on, to pierwsza odsłona zakończyłaby się wyższym wynikiem niż 3:0. Obronił kilka soczystych strzałów z bliska i daleka. Gospodarze otwarli wynik w 7 minucie grając w przewadze. To była druga przewaga Tyszan w krótkim odstępie czasowym. Dodajmy, iż górale złapali głupie faule, w tercji rywala, gdy nic im nie zagrażało. „Szarotki” mogły szybko odpowiedzieć, bo w sytuacji sam na sam znalazł się Kamiński, ale rywal utrudnił mu oddanie strzału w sposób nieprawidłowy i sędzia podyktował karnego. Sam poszkodowany wykonywał ten element, ale Chabiora nie zdołał pokonać. To była jedyna bramkowa szansa przyjezdnych w pierwszych 20 minutach. Przez większą część pierwszej tercji bronili się.
Podhale dopiero w 29 minucie oswobodziło się z naparu gospodarzy i przenieśli się do ich tercji. Była szansa na zdobycie gola, ale Tyszanie złapali karę. Z przewagi „Szarotek” nic nie wyniknęło. Więcej, mogły stracić gola, ale Polak zatrzymał Gościńskiego. Wyłapał krążek wystrzelony z łopatki kija Kiełbickiego, a potem wygrał pojedynek jeden na jeden z Drabikiem. Skapitulował, gdy jego zespół grał w osłabieniu, a obrońcy nie potrafili wybić „Gumy”, po jego udanej interwencji. W końcówce tercji obrońcy tytułu zdobyli jeszcze dwa gole.
W 50 minucie Podhale zdobyło premierowego gola po powrocie do THL. Chabiora pokonał Łojas, który wykorzystał , że bramkarz odsłonił niemal całą bramkę i do tego jeszcze leżał. Odpowiedzieli miejscowi w podwójnej przewadze. Gdy Kapica zjeżdżał do boksu kar na niej jeszcze 4 sekundy odsiadywał Słowakiewicz. Tyszanie potrzebowali 3 sekund, by zdobyć gola. Tym samym kara Kapicy nie została anulowana, ale to osłabienie gości wybronili. Gdy grali w komplecie Drabik po raz drugi w meczu wpisał się na listę strzelców. Dopingowani obrońcy tytułu zdobyli dziesiątego gola.
GKS Tychy – Podhale Nowy Targ 10:1 (3:0, 4:0, 3:1)
1:0 Knuutinen – Łyszczarczyk – Paś (6:52 w przewadze)
2:0 Knuutinen – Łyszczarczyk – Paś (16:20)
3:0 Jeziorki – Kerkkanen (18:46)
4:0 Jeziorski – Kerkkanen (25:49)
5:0 Kakkonen (34:52 w przewadze)
6:0 Bryk – Viitanen – Viinikainen (36:28)
7:0 Drabik – Gościński – Kaskinen (37:07)
7:1 Łojas – Bryniarski – Sawczanka (49:27)
8:1 Jeziorki –Kerkkanen – Ainali (53:14 w podwójnej przewadze)
9:1 Drabik – Kucharski (56:11)
10:1 Pociecha – Drabik – Kovar (57:38)
GKS: Chabior – Kovar, Pociecha, Łyszczarczyk, Paś, Knuutinen – Viinikainen, Kakkonen, Kerkkanen, Ainali, Jeziorski – Sertti, Bryk, Viitanen, Kiełbicki, Janik – Kaskinen, Sobecki, Gościński, Kucharski, Drabik. Trener Pekka Tirkkonen.
Podhale: Polak – Majoch, Horzelski, Sadowski, Słowakiewicz, F. Kapica – Sitnik, W. Węglarczyk, Jarczyk, K. Malasiński, Bochnak – Sawczanka, Bryniarski, Łojas, Żółtek, Kamiński – Matera, Tańczyk, Maćkowski, Olifirczuk, Czyrkin. Trener Andrzej Świstak.
Stefan Leśniowski










