28.08.2026 | Czytano: 4751

Jacek Szopiński. Lepszym rozwiązaniem byłby start w I lidze

- Wizja odbudowy nowotarskiego hokeja na bazie własnych wychowanków jest jedyną słuszną drogą. Trzeba być jednak konsekwentnym w działaniu i obraną drogę realizować bez względu na wszystko – twierdzi Jacek Szopiński.



 
Ten wychowanek nowotarskiego hokeja, olimpijczyk, wielokrotny mistrz kraju  jest na każde zawołanie macierzystego klubu. Nigdy nie odmawia, służy mu pomocą. Tak było w lipcu, gdy „Szarotki” nie miał kto trenować.
 
-  Przyjechałeś odpocząć do rodzinnego miasta, a tu zagonili cię do pracy. Nie pierwszy raz ratujesz skórę włodarzom Podhala.  Dlaczego tak szybko dajesz się namówić?
 
- Podhale to jest mój klub, z niego wyszedłem i zawsze będę  go miał w sercu. Nigdy się od niego nie odwrócę i zawsze pomogę jak będzie to w mojej mocy. I nie chodzi o to kto zarządza Klubem, bo ,,Szarotki”  są czymś więcej niż tylko organizacją.
 
-  Nie namawiano cię, byś został w Podhalu?
 
- Owszem były takie sugestie, ale jestem związany kontraktem w Toulon i nie chcę nikogo postawić w trudnej sytuacji tuż przed startem sezonu. Takie decyzje muszą być podejmowane dużo wcześniej i w porozumieniu z klubami.
 
-  Pracowałeś z „Szarotkami” i jak oceniasz potencjał zespołu?
 
- Pracowałem przez krótki okres czasu z drużyną, która nie była świadoma swej przyszłości, ale pełna nadziei. Znam wszystkich graczy, z większością pracowałem przez dłuższy okres czasu, jeszcze w grupach młodzieżowych. Starałem się im w miarę możliwości pomóc w przygotowaniu do startu, jak się teraz okazało,  na ekstraligowe lodowiska.
 
- Czy są w stanie coś zwojować w THL? A może to  dla nich za wysokie progi?  Czy gra w takim składzie, bez sparingów to dobry pomysł?
 
- Czeka nas bardzo trudny sezon. Na ten moment drużyna ma ogromne braki w przygotowaniu i to zarówno pod względem sportowym jak i organizacyjnym względem innych ekip. Być może na teraz lepszym rozwiązaniem byłby start w pierwszej  lidze, aby klub spokojnie budował swoją tożsamość do startu w przyszłym sezonie. Z drugiej strony znam tych chłopaków i wiem że zostawią serce na lodzie i będą walczyć. Na pewno potrzeba wzmocnień kilkoma klasowymi graczami i tak jak powiedział Andrzej Świstak straconego czasu nie da się szybko nadrobić.
 
- Czy przyszłość hokeja w Nowym Targu powinna być odbudowywania na wychowankach?
 
-  Wizja odbudowy nowotarskiego hokeja na bazie własnych wychowanków jest jedyną słuszną drogą. Trzeba być jednak konsekwentnym w działaniu i obraną drogę realizować bez względu na wszystko. Zakazać rękawy, pracować i cierpliwie czekać na efekty.
Niestety w poprzednich latach działacze tego nie widzieli, chcieli szybkiego wyniku marnując przy tym mnóstwo dobrze wyszkolonych zawodników. Dlatego teraz jesteśmy dokładnie w tym miejscu, bardzo kruchym miejscu. Dobrze że powstała nowa organizacja pod przewodnictwem miasta, bo jest szansa na lepsze jutro dla Podhala, byleby tylko działaczom starczyło wytrwałości.
 
-  W niedzielę wyjechałeś z Nowego Targu.  Jak minęła podróż?
 
- Dziękuję dobrze, minęła bez żadnych zakłóceń.
 
- Od razu po przyjeździe zakasałeś rękawy i wziąłeś się do pracy?  
 
- Pracę rozpocząłem już od pierwszego dnia przyjazdu. We Francji funkcjonuje system szkolenia powiązany z rokiem szkolnym. Dzieci i młodzież zajęcia specjalne na lodzie ( w tym przypadku hokej) mają od września do końca czerwca. W wakacje nie ma zajęć. W tym czasie niektórzy, podobnie jak w Polsce, korzystają z prywatnych campów. Inaczej dzieje się w dużych klubach, które posiadają akademie hokejowe. Zawsze w ostatni tydzień sierpnia klub organizuje obóz dochodzeniowy dla swoich grup, aby płynnie weszły w sezon, który rozpoczyna się 1 września. Jestem odpowiedzialny za stronę sportową wspomnianego campu. Równocześnie w poniedziałek przygotowania do sezonu rozpoczęła pierwsza drużyna, zaczynając sześciotygodniowy okres pracy. Drużyna po zeszłorocznym awansie została trochę zmieniona, część zawodników odeszło, część dołączyła, a jeszcze kilku innych walczy o dostanie się do ekipy. Pierwszy mecz ligowy zaplanowano na 3 października. Wcześniej, bo najprawdopodobniej 27 września,  zagramy w pierwszej rundzie Pucharu Francji.
 
-  We Francji, po ostatnim udanym sezonie, są zadowoleni z twojej pracy. W tym kraju  czujesz się jak ryba w wodzie?  
 
- We Francji czuję się dobrze, ludzie są życzliwi i pomocni, ale jednak na obczyźnie. W klubie pracujemy nad nową jakością szkolenia młodzieży, którą rozpoczęliśmy w poprzednim sezonie. W tym sezonie program metod pracy będzie kontynuanty.  Z pierwszą drużyną, po wywalczeniu historycznego awansu do D - 2, pierwszego od  trzynastu  lat,  czeka nas duże wyzwanie. Będziemy rywalizować z mocnymi przeciwnikami dysponując najniższym budżetem w lidze. Liczymy jednak na udany sezon.
 
- Duża jest presja kibiców?
 
- Nie ma presji na wynik. Fani  przychodzą na mecze w dużej liczbie patrząc na pojemność hali (1500) i klasę rozgrywek (średnio 1000 osób na mecz) i dobrze się bawią oraz dopingują. Po każdym meczu, bez względu na wynik, dziękują drużynie za przeżyte emocje. Rozgrywki i współzawodnictwo sportowe jest jednolite dla każdego klubu i każdej kategorii   wiekowej. Reguły są jasne, bez jakiś nie zdroworozsądkowych regulaminów. Po prostu chodzi oto, aby dać szansę każdemu zawodnikowi do gry, nie utrudniając, a ułatwiając.
 
- Ten kraj nie jest ci obcy, bo jako czynny zawodnik występowałeś w tym kraju.
 
-   Francja nie jest mi obca. Grałem tam w latach 1991-93 w klubie HC Morzie-Avoriaz. Przez dwa sezony byłem wówczas liderem drużyny. W obu sezonach  miałem najwięcej zdobytych goli i punktów w drużynie, a także byłem  w czołówce najskuteczniejszych zawodników ligi, zarówno w niższej, dywizji jak i w ekstralidze. Wówczas osiągnęliśmy najwyższe siódme  miejsce w krajowych rozgrywkach w historii klubu.
 
Stefan Leśniowski
 
 
 

Komentarze







reklama