09.04.2026 | Czytano: 4250

Czego Jaś się nie nauczy, to…

O jakości szkolenia hokejowej młodzieży mówimy najczęściej przez pryzmat ukształtowanego zawodnika. W lidze często słychać o „błędach młodości”.



 
Niedoszkolony junior pozostaje nim również najczęściej w wieku seniora. Później nie udaje się wyeliminować błędów, co powoduje, że hokeista słabo technicznie jeździ na łyżwach, nie potrafi strzelić z backhandu, uderzyć z pierwszego, podnieść krążka nad leżącym bramkarzem, obca mu jest gra ciałem (często opacznie rozumiana jako gra ostra), ma kłopoty z przyjęciem krążka (odskakuje mu od łopatki kija). Te niedoskonałości  daje się zauważyć w młodzieżowych  turniejach mistrzowskich.
 
Od lat obserwuję zmagania  w finałach mistrzostw kraju juniorów starszy i młodszych. Ze szczególną uwagą śledzę tych, którzy niebawem mieliby zasilić seniorskie drużyny, a więc turniej juniorów. Niestety muszę przyznać, że co sezon jest coraz gorzej. Zarówno w kraju, jak i w Podhalu, które do niedawna było wzorem pracy z młodzieżą. Wszyscy chcieli naśladować „Szarotki”, które w juniorach starszych i młodszych zdobyły łącznie 57 złotych medali. A były jeszcze w kolorze srebrnym i brązowym. Jeśli do tego dorzucimy 19 tytułów mistrza Polski seniorów, to nie ma bardziej utytułowanego klubu. W Nowym Targu sporą  ilością medali złotych pochwalić się może unihokej – 24 seniorskie medale mężczyzn i kobiet. Były też medale  w juniorach.  Co ważne, tytuły – hokej i unihokej -  większości zdobywali Nowotarżanie (gdy zastąpiono ich obcokrajowcami, to wiadomo co się stało). Co prawda unihokej nie da się porównać z hokejem, bo ten drugi jest profesjonalny, a pierwszy amatorski. Piłka, która teraz dominuje w stolicy Podhala może sobie tylko pomarzyć o takich sukcesach. Obecnie futboliści są na trzecim poziomie rozgrywkowym i w małym stopniu ich  wyniki zależą do zawodników z Nowego Targu. Są, ale  dzięki obcemu zaciągowi.
 
Wracając jednak do zmagań hokejowych juniorów.  Finałowe turnieje pokazały ogromną nieporadność młodych adeptów tej sztuki.  A przecież niektórzy z tych młodych miało debiuty w seniorach. Oczekiwać więc można było dużo więcej, niż to co pokazali. Podhale było najsłabsze. Nie wyszło z grup eliminacyjnych (juniorzy starsi i młodsi). Zbyt dużo w ich poczynaniach było bezproduktywnej, szarpanej i chaotycznej  gry, niedokładnych podań. Obowiązywało hasło „kupą mości panowie”, nie dostrzegłem sprytu i pomyślunku, nawet przygotowanie kondycyjne pozostawiało wiele do życzenia.  Byli w  zespole liderzy, ale ci zapominali, że hokej to gra zespołowa i  starali się rozwiązywać łamigłówki na tafli akcjami indywidualnymi, które nie przyniosły efektu. Przegrywali wiele takich pojedynków i nadziewali się na kontruderzenia.  W konsekwencji doprowadzało to do utraty sił i bramek  w ostatniej tercji.  Napastnicy pudłowali w fatalny sposób w wymarzonych wręcz sytuacjach. Techniki strzału chyba nikt nie uczy.  Wielokrotnie niecelnie strzelali nawet z najbliższej odległości. Jeszcze jedna zmora – nieumiejętność  oddania strzału z backhandu i z pierwszego.  
 
Juniorzy Podhala ostatni raz byli mistrzami Polski w 2009 roku, a w 2022 roku wywalczyli brąz. W obu tych czempionatach zespól szkolił Jacek Szopiński. Ostatnie mistrzostwo zdobyli w poprzednim sezonie młodzicy, którzy teraz przepadli w barażu o grę w turnieju finałowym.  W tym sezonie w boksie juniorów stał Grzegorz Brejta, a potem Marcin Horzelski. Brak ciągłości pracy szkoleniowców to grzech włodarzy. W krajach lepiej rozwiniętych hokejowo zajęcia z młodzieżą prowadzą najlepsi fachowcy i najlepiej są opłacani. Tam widocznie lepiej znają staropolskie powiedzenie „Czego Jaś się  nie nauczy, to Jan nie będzie umiał”.  Jest jeszcze drugie:  " Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starośc trąci".  Ujemne cechy nabyte w młodości nie dają się później wykorzenić, bo – kolejne przysłowie mówi: „starego drzewa nie da się nagiąć”
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama