11.09.2019 | Czytano: 5135

PHL: Sezon pełen zagadek

- Jeśli zawodnicy będą realizować to, co wymaga trener, to kibice mogą liczyć na dobre mecze w naszym wykonaniu – mówi asystent trenera, Jarosław Różański.

Rusza kolejny sezon hokejowy. W nowym wydaniu, które niekoniecznie może być dobre dla dyscypliny. Dlatego będzie to sezon pełen zagadek. Mamy nadzieję, że rywalizacja toczyć się będzie bez wstrząsów i skandali, a Liga Open nie zabije drużyny narodowej, a obcokrajowcy nie będą jedynie uzupełnieniem luk w składach, lecz wartością dodaną.

Na co mogą liczyć kibice Podhala? Po zawirowaniach z licencją, odejściami zawodników z reprezentacyjnym CV, potratowaniem Kolusza i Zapały oraz zatrudnieniem obcokrajowców z niezbyt imponującymi statystykami? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć.

- Drużyna walczyć będzie w każdym meczu o zwycięstwo – zapewnia asystent trenera Jarosław Różański, który twierdzi, że jeśli drużyna będzie w potrzebie, to jeszcze wskoczy w sprzęt, by jej pomóc. – Wszyscy chcą być w szóste, czas pokaże co się wydarzy. Trzeba się koncentrować na każdym meczu, zagrać najlepiej. Sparingów z Unią nie ma co brać pod uwagę. Graliśmy wszystkimi zawodnikami, których mieliśmy do testowania. Poza tym nieźli zaprezentowaliśmy się z Detvą i - mimo dwóch porażek - podczas turnieju na Węgrzech. Po nim wiemy, że potrafimy grać w hokeja, że jeśli zawodnicy będą realizować to, co wymaga trener, to kibice mogą liczyć na dobre mecze w naszym wykonaniu.

Klub Hokejowy Podhale Nowy Targ S.A
Adres: 34-400 Nowy Targ, ul. Parkowa 14.
Kontakt: tel. +48 533 997 141, email: biuro@khpodhale.pl
Data (założenia spółki): 13 sierpnia 2015 (kontynuacja tradycji KS Podhale założonego 26 listopada 1932 roku)
Barwy: żółto-granatowo-czerwone.
Prezes: Marcin Jurzec od 4 września 2018.
Osiągnięcia: 19-krotny mistrz kraju (1966, 69, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 87, 93, 94, 95, 96, 97, 2007, 2010), 11-krotny wicemistrz, 17-krotny brązowy medalista i 2-krotny zdobywca Pucharu Polski (2003, 2004), mistrz Interligi (2004).
Trener Phillip BARSKI – 08.06.1979 r. w Richmond Hill (Kanada); ostatnio asystent w Bolzano.
Asystent trenera: Jarosław RÓŻAŃSKI
Kierownicy techniczni – Wojciech CHOWANIEC i Maciej KLIMOWSKI.

Przychodzą: Phillip Barski (trener), Maciej Sulka, Santeri Arousva, Jewgienij Kamieniew, Jason Seed, Tomaš Franek, Filip Hudak, Richard Jenčik, Emil Švec, Alexanser Pettersson.

Odchodzą: Tomek Valtonen (trener - Ravensburg Towerstars), Patryk Wajda, Oskar Jaśkiewicz i Mateusz Michalski (GKS Katowice), Joonas Sammalmaa (Pionniers de Chamonix-Mont-Blanc ), Joona Tolvanen (?), Miro Hovinen (?) i Eetu Koski (Ravensburg Towerstars), Patrik Moisio ( Jermak Angarsk), Eetu Moksunen (?), Kamil Kapica (koniec kariery), Marcin Kolusz (Katowice), Krzysztof Zapała (koniec kariery), Rafał Dutka (koniec kariery).

Zmiana miejsc: Jarosław Różański – asystent trenera.

Byłym hokeistom Podhala i reprezentacji zadaliśmy cztery pytania przed ligowym startem.

- Jak liga open wpłynie na poziom rozgrywek i drużynę narodową?

Jacek Kubowicz: - Trzeba będzie wziąć dobre okulary, żeby po polskich lodowiskach dostrzec polskich zawodników. Nie wiem czy starczy sezonu, by przyzwyczaić się do wszystkich obcych nazwisk i ich przynależności klubowej. To lekka przesada, gdy drużyna jest zbudowana na bazie dziewięciu czy jedenastu straniei. Nie powinniśmy dążyć do ligi open. Polski hokej przez takie kroki zubożeje, co zresztą już mamy tego namacalny dowód. „Obcy” zajmują miejsca Polakom, a tym samym drużyna narodowa, która jest lokomotywą dyscypliny, starci na wartości. No bo po co trener ściągnął swoich? Po to, by grali w pierwszej i drugiej piątce ( pod presją także prezesów), wychodzili na przewagi i osłabienia. Oczywiście grając przewagi będę punktowali i wszyscy będą się zachwycali. Tymczasem nasi reprezentanci na arenie w międzynarodowej nie będą umieli rozegrać zamka w przewadze, bronić się w osłabieniu. Przykład mieliśmy już podczas ostatniego czempionatu globu. Zapewne dobrzy zawodnicy wypłyną, bo mieliśmy przykład z zeszłego sezonu, ale nie oszukujmy się, że cała jedenastka będzie prezentowała się na dobrym i fajnym poziomie, nawet jak na polskie warunki.

Zbigniew Podlipni: - Nie podoba mi się koncepcja ligi open. Nie wpłynie to na podniesie poziomu naszej reprezentacji. Gdzie ci nasi mają grać. Trenerzy zagraniczni będą swoich faworyzować, bo po to ich ściągali. Oni będą grać przewagi i osłabienia. Trenerzy, poza jednostkami nie będą grać naszymi chłopakami. Poziom ligi zależeć będzie od tego jacy to będą obcokrajowcy. Jednak w ostatnich trzech latach na palcach jednej ręki można policzyć dobrych. Przyjeżdżali gracze, którzy nic nie wnosili, a tylko zajmowali miejsce naszym juniorom, a więc przyszłym być może reprezentantom kraju. Juniorzy nie będą się rozwijać, być może zakończą kariery, a najemnicy wyjadą. Dopóki nie pozbędziemy się słabych obcokrajowców, którzy zapełniają luki, to liga i reprezentacja będzie słaba. Boli mnie to, że nasza liga uzależniona się od szrotu z zagranicy. Czy będziemy ich pamiętać po kilkunastu latach tak jak Agiejkina, Semieraka, Gusowa, Primę, którzy wykonywali dobrze swoją robotę? Czy też będą tacy jak w zeszłym sezonie w Podhalu, których już teraz nie pamiętam. Takich bez błysku w naszej lidze było sporo.

- Jak na tym tle będą prezentować się „Szarotki”? Powalczą o podium?

Jacek Kubowicz: - Trudno będzie powtórzyć miejsce z uległego sezonu. Życzę chłopakom, żeby byli na podium, bo medal to medal, ale są ekipy, które na papierze, a potem w sparingach wyglądają zdecydowanie lepiej. W dodatku z solidnymi golkiperami, a jak wiemy bramkarz to podstawa. My też nie możemy narzekać na tą pozycję. W końcu mamy Odrobnego, który już nie raz udowodnił, że nawet w pojedynkę może wygrać mecz, ale też musi mieć pomoc z tyłu, no i goli strzelać nie będzie. Nie będzie miał też stuprocentowej skuteczności, bo to po prostu niemożliwe. Chcielibyśmy wszyscy medalu, ale realia za tym nie przemawiają. Chociaż to tylko sport i wszystko może się zdarzyć, gdy krążek będzie w grze.

Zbigniew Podlipni: - Statystyki dziewięciu obcokrajowców nie powalają. W stosunku do innych drużyn, to mogą być ogony. Nie chcę wyrokować na tej podstawie, bo w grze różnie bywa, ale na pudło się nie wdrapiemy. Do czwórki wątpię czy wejdziemy. Obyśmy dotrwali do końca sezonu i nie powielili Bytomia.

- Wychowankowie gromadnie opuszczają klub. Czy tylko dla większych pieniędzy?

Jacek Kubowicz: - Pieniądze są decydującym czynnikiem. O tym, że zawodnicy odeszli do Katowic, zdecydowały finanse i być może lepsza organizacja klubu. Zawodnik powinien skupić się tylko na treningach i meczach, a nie zaprzątać sobie głowy przyziemnymi sprawami, jak tym czy będzie miał w czym i czym grać. To dotyczy nie tylko naszej drużyny, ale ogólnie polskiego hokeja. Nie tylko u nas słyszy się, że ktoś czekał tydzień na łyżwy, a na kija trzy dni. Można przypuszczać, że jeśli w Katowicach jest większy budżet o milion czy dwa, to organizacyjnie klubu musi działać bez zarzutu. Pieniądz jest podstawowym czynnikiem. Odeszli zawodnicy, którzy są kawalerami i nic ich w Nowym Targu nie trzymało. Oprócz oczywiście Marcina Kolusza. Ten jednak został postawiony pod ścianą. Na pewno nie przebierał w ofertach, tak jak by to zrobił w kwietniu czy maju. Teraz co się trafiło trzeba było brać. W końcu sezon rusza za kilkadziesiąt godzin.

Zbigniew Podlipni: - Jest ich coraz mniej, bo odchodzą do innych klubów, bądź kończą kariery. Trenowali od najmłodszych lat, a teraz nie ma dla nich u siebie miejsca. Pieniądze to jednak rzecz, druga kwestia to podejścia do chłopaków. Są niedoceniani. Musi to być zrekompensowane jakimiś pieniążkami. Nie są to wielkie pieniądze, ale jakieś muszą być. Nie mówię o 7 stówach czy o 300 euro. Oni też mają swoje potrzeby, poświęcają swoje zdrowie. Na pewno wychowankowie zostawiłaby na lodzie więcej zaangażowania, potu i krwi niż słaby najemnik. Najemnik ma robić dobrą robotę, być wyróżniającym się zawodnikiem za dobre pieniądze. Lecz trzeba powiedzieć stanowcze NIE, dla marnego obcokrajowca, który zastępuje naszych juniorów.

- Faworyci rozgrywek?

Jacek Kubowicz: - Obrońca tytułu okrzepł w Lidze Mistrzów. Przegrywał, ale nie były to bęcki. Lekcja powinna zaprocentować w naszej lidze. Tychy będą faworytem. Do walki o podium powinny się włączyć Katowice, bo przecież nie po to ściągnięto 12 obcokrajowców, by nie bić o najwyższe cele. Cracovia jest nieobliczalna. Nie wiem czy podwórzy ubiegły sezon z zakupem w styczniu dziesięciu czy więcej obcokrajowców. Wydaje mi się, że pójdzie tym samym tropem. W końcu można 17 stranieri zatrudnić na półtora miesiąca czy dwa, bez uszczerbku dla budżetu. Tym bardziej, gdy budżet wynosi więcej niż 4 miliony. Unia może być czarnym koniem i wejść do czwórki. Nie należy skreślać Jastrzębia. O czwórkę będzie walka, bo do niej potencjalnie przymierza się sześć zespołów.

Zbigniew Podlipni: - Tychy dobrze zaprezentowały się w Lidze Mistrzów i w lidze będą jednym z faworytów do obrony mistrzowskiej korony. Katowice poczyniły wzmocnienia i zapewne nie po to, by zawieść właścicieli zespołu i kibiców. Sparingami wysokie aspiracje potwierdza Unia. W Jastrzębiu świetną robotę robi Kalaber. Już w ubiegłym roku wprowadził młodych graczy, którzy pokazali lwi pazur. Co prawda w play off zabrakło im doświadczenia, ale być może w tym sezonie będą dojrzalsi i zawalczą o czwórkę. Cracovia kupi sobie zawodników w styczniu i włączy się do bitwy o medale. Rozumiem, że ktoś te reguły narzucił, ale ktoś był przeciwny nim, a i tak gra w te reguły. Można było się postawić i powiedzieć gramy swoimi, ale tych swoich już nie ma w Podhalu. Nie wyobrażałem sobie, by kiedykolwiek w Nowym Targu zabrakowało wychowanków. A jednak! To się dzieje naprawdę. W Cracovie, Katowicach nigdy ich nie było. Kiedyś byliśmy wylęgarnią talentów, teraz w Jastrzębiu jest najwięcej wychowanków. Kalaber wykonuje świetną robotę. Zawarł z klubem związek na lata i pokazał, że można mądrze wprowadzać młodzież do seniorów. To kwestia współpracy z zarządem. Jastrzębianie będą mieć drużynę na lata. Też trzeba wyłożyć pieniądze na tych graczy, ale na pewno nie będą kosztować więcej niż słaby obcokrajowiec. Rohaczek również zapuścił korzenie w Krakowie, lecz przez te lata nie wychował zawodnika. Pod Wawelem liczy się tylko wynik i nic więcej. Ostatnio w Podhalu trenerzy mają krótki romans z klubem. Valtonen miał być na trzy lata, a po pół roku zorientował co wyprawia się w klubie, zrobił reformy kosztem młodych chłopaków i spakował manele. Teraz nowa miotła robi kolejne roszady, bo nie ma kim grać.

Stefan Leśniowski
Zdjęcie Michał Adamowski
 

Komentarze







reklama