16.07.2016 | Czytano: 3166

Cyrwus czwartym siłaczem w kraju (+zdjęcia)

Siła mięśni i siła woli – to dwie kwestie, które decydowały o mistrzostwie Polski z cyklu Harlem Classic, które rozegrane zostały przed widownią PGE Stadionu Letniego w Gdańsku Brzeźnie.

Najsilniejsi ludzie w kraju po 20 latach wrócili na Wybrzeże. Pierwsze mistrzostwa odbyły się właśnie w Gdańsku, z tą różnicą, że tym razem po raz pierwszy na plaży. Piach był utrudnieniem, gdyż trzeba było uważać, by się nie zagrzebać w nim podczas podnoszenia ciężarów, które dla zwykłych śmiertelników są niewyobrażalne. W konkurencji biegowej z ciężarami potężne chłopiska zatapiali się w piasku. Sporo widzów obserwowało zmagania o mistrzostwo kraju. Mieli okazję przeżyć ogromne emocje, a równocześnie wystawić ciało na działanie promieni słonecznych.

Konkurencji było sześć i do ostatniej nie było wiadomo kto zostanie mistrzem kraju, kto też wywalczy brązowy medal. W walce o najwyższy laur brał udział siłacz z Nowego Targu Robert Cyrwus, dwukrotny wicemistrz kraju (2014 i 2015). Za przeciwnika miał trzeciego najsilniejszego człowieka świata według rankingu Arnold Classic – Mateusza Kieliszewskiego. Kieliszewski stoczył porywający pojedynek i był bliski stracenia miana najsilniejszego człowieka w kraju. Rywal w ostatniej konkurencji był szybszy i… nie zdążył ostatniego ciężaru wyłożyć na platformę. Kieliszewski to zrobił i 0,5 pkt. wyprzedził pretendenta do tytułu i zapewnił sobie start w mistrzostwach świata.

Do przedostatniej konkurencji w walce o tytuł liczył się nowotarżanin. Cyrwus świetnie sobie radził we wcześniejszych konkurencjach i zajmował trzecie miejsce, ale w czołówce było ciasno i minimalny błąd spychał zawodnika z podium. Tak też się stało w przypadku najsilniejszego górala. Nie zdołał przerzucić 160-kilogramowej kuli przez poprzeczkę zawieszaną ponad metr nad ziemią. Cyrwus z kulą znalazł się w przysiadzie, ale… Niespodziewanie wypuścił kulę i skrzywił się z bólu.

- Stało się nieszczęście.  Złapał mnie skurcz brzucha. Zwinęło mi mięśnie i nie zdołałem się wyprostować. Gdybym to zrobił, urwałbym mięsień. Mogłoby się skończyć bolesną i długą kontuzją. Ta konkurencja zdecydowała, że nie obroniłem tytułu wicemistrza kraju, a także straciłem miejsce na podium. Taki jest sport. Niewiele zabrakło, by było zdecydowanie lepiej. Uważam, że szczęścia zabrakło. Wszystkie konkurencje były dla mnie jednakowej trudności – podsumował swój występ na plaży w Brzeźnie Robert Cyrwus.

Stefan Leśniowski, Gdańsk Brzeźno
 

Komentarze







reklama